W tym dziale chcemy przedstawić "metamorfozy" zwierząt, które do nas trafiały. To tylko wybrane przykłady. Zwierzęta przybywają do naszego Przytuliska przestraszone, głodne, czasami bardzo wychudzone i po tragicznych przejściach.
Większość stosunkowo szybko dochodzi do siebie, niektóre potrzebują na to trochę więcej czasu (najlepiej w nowym domu, który pozwoli im zapomnieć o tym co złe), ale niestety są i takie, które fizycznie mają się zupełnie dobrze, ale lęk z którym do nas przybyły (np. po pobiciach) wcale nie ustępuje...
Takim psem jest u nas np. Lisek, który nie wychodzi prawie z budy, kuli się w jej kącie...
Poniżej prezentujemy te zwierzęta, którym się "udało":
Lessi
KIEDYŚ |
|
PÓŹNIEJ |
 |
|
 |
Lessi został przywiązany do bramy przytuliska 3 dni przed końcem 2007 roku.
Był bardzo chudy, przemarznięty i przestraszony - kulił się i chował po kątach.
Z czasem wypiękniał, stał się odważny. W październiku 2009 został wydany.
|
| |
Nordi
KIEDYŚ |
|
|
 |
|
 |
Trafiła do nas bardzo wychudzona i wystraszona. Została wyłowiona ze stawu przez strażaków. "Opiekun" porzucił ją na środku oblodzonego stawu z łapą wsadzoną za zawiązany na szyi sznurek. Przy każdej próbie poruszenia przednią łapą, sznur zaciskał się jej mocniej wokół szyi...
Gdy lód zaczął topnieć, Nordi próbowała pływać w wodzie, by nie utonąć, a sznur się zaciskał...
Obecnie suczka jej już dużo mniej lękliwa, choć wciąż zachowuje pewną ostrożność w stosunku do człowieka.
Lubi biegać, jest energiczna.. Wciąż jednak czeka na dom... |
Półpers
KIEDYŚ |
|
|
 |
|
 |
Kot trafił do nas w fatalnym stanie psycho-fizycznym, był mocno apatyczny, ale jednocześnie - resztką sił - nie pozwalał się do siebie zbliżyć, był półdziki.
Z upływem czasu, wyzdrowiał, wypiękniał, ale przede wszystkim nieprawdopodobnie zmieniła mu się "osobowość". Stał się bardzo towarzyski, uwielbiał być głaskany i stał się przylepką. Został wydany w 2008 r. |
Pekińczyk
|
|
|
 |
 |
Trafił do nas w lipcu 2008 r. Był to jeden z naszych najbardziej pokrzywdzonych podopiecznych.... Jego sierść to błoto, brud i kołtuny, a w nich pchły. Gdy obcinaliśmy mu sierść, mieliśmy duże problemy z wyodrębnieniem ucha... Musiał błąkać się miesiącami. Miał na ciele mnóstwo siniaków (z pewnością był bity), miał liczne zaczerwienienia i chorobę skóry. Słabo widział albo nie widział wcale na lewe oko; jego uzębienie było w koszmarnym stanie (lekarz musiał usunąć mu 3 zaropiałe zęby, które zresztą wisiały na włosku). Był potwornie znerwicowany - gryzł co popadnie, nie dał się do siebie dotknąć, był przerażony...
Po zabiegach pielęgnacyjnych i wizycie u weterynarza wydobrzał (na tyle, na ile to było oczywiście możliwe; na oko nadal niedowidział).
Na początku bardzo zabawnie chodził - było widać, że nie może przyzwyczaić się jeszcze do nagłej zmiany wagi i do tego,
że ma jakieś pole widzenia... Niedługo później został wydany. |